
| Można było o nim powiedzieć - Duży Dzieciak. W końcu nie wyrósł jeszcze z głupich pomysłów i podejście do życia miał jakieś takie – lekkie. Czasami bywał niezaradny życiowo i chodził z głową w chmurach, ale wtedy mógł liczyć na niezawodną Charlie, która łapała go za fraki i ściągała nieco w dół. Dziś tę rolę spełnia jego Lenny, która jest z nim zawsze tych cudownych, ale przede wszystkim i tych trudnych chwilach. W towarzystwie zawsze uchodził za tego od zabaw i pozytywnego nastawienia, tylko chyba jakieś 30% swojego humoru zostawił gdzieś za sobą. Życie zmusiło go do podjęcia ważnych decyzji i w końcu zdecydował się na własne mieszkanie. Te potrzebuje jeszcze wielu zmian, ale w końcu to własne kąty. Nie musi się martwić o to, że komuś przeszkadza albo nie podoba się jego gust. Chyba w końcu dojrzał do tego momentu, w którym stawia na stabilizację. A może po prostu nie miał innego wyjścia? Kiedyś zastanawiał się nawet nad kupnem zwierzaka. Może to właśnie jest ten czas? W końcu teraz sporo czasu spędzał w domu i miałby wtedy kompana? Cóż, zdecydowanie | jest to punkt warty zastanowienia się nad nim Wcześniej mogło się wydawać, że Johny nie jest dobrym kandydatem na współlokatora, bo zdecydowanie nie należał do mistrzów porządku, ale chyba po wypadku pewne klepki mu się w głowie poprzestawiały i tym razem jego skarpetki lądują w koszu na pranie, a nie na podłodze. Nauczył się zmywać i nie wrzucać białego prania z czerwonym, bo zdecydowanie różu w swej garderobie nie tolerował. Hokej był całym jego światem. Niestety musiał całkowicie przewartościować swoje życie i znaleźć nową niszę. Może firma z ubraniami sportowymi nie była jego największym marzeniem, ale cieszył się, że ta działała całkiem sprawnie i nie musiał się martwić o pieniądze. Jasne, nie mógł tak folgować jak za czasów grania w New York Ragers, ale naprawdę nie mógł narzekać. Nawet kontakt z rodzicami wydawał się jakby lepszy. Może nadal nie potrafił zbyt długo wytrzymać w towarzystwie matki, ale naprawdę się starał. Nawet zapraszał rodziców do jego czterech kątów częściej. Może w końcu staną się jedną prawdziwą rodziną? |

| Kiedyś nie rozumiał dlaczego tyle osób miało go za podrywacza. Owszem, może nigdy nie był przykładem idealnego partnera... Po prostu kiedyś stabilne związki się go nie imały. Czasami spotykał się po kilka tygodni z jakąś, ale zawsze coś się psuło. Albo on się do tego nie nadawał, albo trafiał na idiotki. Te, które migdaliły się do niego po meczach pod koniec jego kariery przestały być dla niego w jakikolwiek sposób interesujące. Za dużo razy się na nich przejechał. Trzeba jednak dodać, że Daniels też do świętych nie należał, bo to nie tak, że tylko one go zdradzały. W liceum zdarzało mu się spotykać się z kilkoma na raz, ale chyba trochę od tego czasu zmądrzał. Chyba nie mógł się pochwalić zbyt dobrą „bajerą” i podrywem. | Raczej to dziewczyny do niego lgnęły, ale zazwyczaj tylko wtedy, gdy wiedziały kim jest. Przeważnie bazował na tym, że grał w hokeja i na swoich mięśniach, totalnie zapominając o tym co ma w głowie. Może nie tylko on o tym zapominał, ale również i dziewczyny. Dlatego odkąd pamiętał nie musiał za bardzo się wysilać w podrywie. Trzeba sprostować, że tak to wyglądało w szkole średniej i przez większość jego kariery sportowej. Teraz… Mimo wielu ciężkich chwil był z kimś kogo kochał. Czuł, że jest to kobieta, z którą chce spędzić resztę swojego życia. Nie tylko dlatego, że była śliczna. Nie tylko dlatego, że przyjaźnili się od dziecka, ale przede wszystkim dlatego, że po dziś dzień są wobec siebie szczerzy i wspierają się w każdym trudnym momencie. |

| Do pewnego momentu życie Johna kręciło się głównie wokół sportu. W sumie poza nim, miał mało czasu na jakiekolwiek przyjemności. Musiał wcześnie wstawać na poranne treningi i czasami miewał także i te wieczorne, ale wtedy wczesne popołudnia miał tylko dla siebie i mógł robić co tylko zechciał, no prawie. Nie mógł za bardzo pić, ani jeść tego co by chciał – dieta, dieta i jeszcze raz dieta. Dobrze, że w kontrakcie miał zapewniony catering, bo z pewnością gdyby miał jeszcze gotować to by to w ogóle nie wypaliło. Areną Rangersów po dziś jest hala Madison Square Garden. To właśnie tam | (z pewnymi wyjątkami) odbywały się jego treningi. Jego marzenia o tym by trener w końcu go docenił i przerzucił do pierwszego składu - ziściły się w ostatnim sezonie, w którym miał okazję zagrać. I mimo, że ciężko pracował to niestety nie udało mu się ziść drugiego wielkiego sportowego marzenia jakim było dla Danielsa wzięcie udziału w Olimpiadzie, reprezentując USA. Nadal nie pogodził się do końca z tym, że to wszystko zostało gdzieś za nim, ale nadal jeszcze wierzył, że uda mu się wsunąć na stopy łyżwy, choćby tylko po to, aby pojeździć sobie rekreacyjnie. Nie mógł się poddać. |
























Brak komentarzy
Prześlij komentarz