[13 lutego 2018]
[18 lutego 2018]
[17 kwietnia 2018]
[7 października 2018]

Thomas Bolton - najlepszy p rzyjaciel
— No, Stary... Dawaj szklanki, nawet się nie zastanawiaj. Nie ma nad czym — zaczął blondyn, swój wywód.
No tak, John już zdążył zapomnieć o tym, że temu gagatkowi to gęba się nie zamykała, więc chyba nie będą się tego wieczoru nudzili. — Ty… A gdzieś ty się tak wyszykował? — klepnął przyjaciela po ramieniu — Wiedziałeś, że przyprowadzę ci tutaj ważnego gościa — wskazał na Maille, która niepewnie stałą pośrodku salonu. Odebrał od niej reklamówkę, z której zaczął wyciągać zakupy. — To wy się znacie? — brunet zapytał niepewnie i wskazał w końcu na kanapę — Siadaj, czuj się swobodnie… — zaczął, a sam usiadł tuż obok. Nie miał zielonego pojęcia, że ci mogą się znać. — A to długa historia — Bolton machnął tylko ręką i na nikogo nie czekając nalał każdemu po kielichu i ułożył po kawałeczku cytryny. Postawił jeszcze koło tego solniczkę i całość zaniósł na deskę do salonu. — No… To chluśniem, bo uśniem!
[Postać poboczna - pojawiająca się w wątkach Danielsa]
|
![]() |
Marlene Sutton - ukochana druga połowa
Popatrzył niepewnie na Lenny, która przestępowała z nogi na nogę, poprawiając sobie, co chwilę na głowie welon swojej mamy. Zdecydowanie był na nią za długi, ale dziesięciolatka najwyraźniej się tym nie przejmowała.
— No i będziemy żyli długo i szczęśliwie! — krzyknęła tym swoim piskliwym głosikiem, którego czasami nie mógł zdzierżyć. Oj, nie dało się do niego przyzwyczaić. — Tak to chyba się bajki kończą, a nie śluby — wymamrotał, za co dostał bukietem z kwiatów koniczyny po głowie — Aua! No weź! — złapał się szybko za swoje loczki i spiorunował wzrokiem blondynkę w dwóch kucykach. — Już nie bądź takim mięczakiem. Pocałuj mnie! Chłopcu, aż w tamtym momencie zaschło w gardle, a serce waliło jak oszalałe. — A, że nie opuszczę cię aż do śmier… — nie zdążył do kończyć, bo dziewczynka już zamknęła mu usta pocałunkiem. A raczej buziakiem. Pierwszym w jego życiu!Lenny trzymała go kurczowo za fioletowy krawat, który specjalnie ubrał na tę okazję, choć szczerze go nienawidził. Wiedział jednak, że Ona go lubi. Zamknął oczy i zaczął liczyć do dziesięciu, jak to sobie wcześniej założyli. Tak, rozmawiali o swoim pierwszym pocałunku, bo kto powiedział, że ich przyjaźń była zwyczajna?
☙❧
Wypowiedzenie słowo żona w gronie reporterów zadziałało jak wpuszczenie kropli krwi do akwarium z samymi rekinami. Zaraz zostali otoczeni wianuszkiem paparazzi, światła fleszy oślepiały Marlene, gdy fotoreporterzy starali się zrobić jak najlepsze zdjęcie.
— Od jak dawna jesteście parą? Kiedy wzięliście ślub? Jak się poznaliście? Gdzie odbyła się ceremonia? Gdzie pojechaliście na miesiąc miodowy? Planujecie dzieci? Od jak dawna się znacie? — Ze wszystkich stron bombardowały ich kolejne pytania. — Wzięliśmy ślub w Las Vegas w minioną sobotę — odpowiedziała, czule gładząc Johna po ramieniu. — Poznałam moje kochanie zaledwie dwa tygodnie temu, ale to była miłość od pierwszego wejrzenia, od razu wiedziałam, że to ten. Nie było nad czym się zastanawiać, byliśmy młodzi i zalani w trupa, tak pijani… To znaczy upojeni miłością, rozumie pan? Jeszcze nie byliśmy z koteczkiem na miesiącu miodowym, to był dla niego taki ważny mecz, zawsze wspiera akcje charytatywne, ale na pewno szybko to nadrobimy, prawda mężusiu? — spytała słodko Lenny. Zamurowało go, w istocie go zamurowało. Sam nawet instynktownie zacisnął palce na jej drobnej dłoni, ale patrzył na te wszystkie flesze jak cielę w malowane wrota. — Nie słuchajcie jej! To moja przyjaciółka z młodzieńczych lat! — zaczął się tłumaczyć, ale żaden dziennikarz nie był zainteresowany jego słowami i tylko podstawiali mikrofony pod buzię panny Sutton, co wcale Danielsa nie zadowalało. |
![]() |
Carmen Gallardo - pierwsza miłość, dziś przyjaźń
Relacja w budowie
|
![]() |
✞ Olivia Buckley - ex, matka jego zmarłej córki
Wierzył w to, że w końcu powrócą do normalności, ale nie wierzył już w to, że tą normalność będą ze sobą dzielić. Za bardzo przypominałoby mu to o dziecku, które stracili. Nawet nie chciał próbować, mimo że kiedyś cholernie zależało mu na Olivii. Dziś już sam nie wiedział.
Wstał, gdy blondynka zeszła z jego kolan i odłożył słonika do łóżeczka. Uśmiechnął się blado, bo naprawdę chwila w tym pokoju go nieco uspokoiła. Może nie do końca, bo wolałby aby ich dziecko tutaj leżało, a nie gdzieś samo w szpitalu, nawet jeśli nie było w nim już żadnego tchnienia. Dlatego też musiał niedługo się zbierać, aby się zająć wszystkim jak najszybciej i mieć spokojne sumienie, że zrobił wszystko, co mógł i to jak najlepiej. — Ugryź się w język i zmiataj — mruknął jeszcze, a gdy tylko Bolton posłusznie zniknął, Daniels popatrzył na Olivię, zanim jeszcze zdążyła odejść. — Powinienem ci gratulować czy to jakiś żart? — zapytał, gdy tylko zostali sami. Powoli wyrównał z nią krok. Czy poczuł się zazdrosny? Nie, chyba bardziej zawiedziony. Kompletnie nie rozumiał tego i nie wiedział już czy kiedykolwiek Kowalewski była w stosunku do niego szczera, gdy tylko mówiła o tym, że nienawidzi Adama i nie widzi tego, aby kiedykolwiek się dogadali. A teraz? Teraz wszystko wskazywało na to, że się pobrali, bo naprawdę nie sądził, aby blondynka poznała kogoś innego i tak szybko postanowiła wywrócić swoje życie o 360 stopni. |
![]() |
Charlie Wilson - była współlokatorka
Nie miał wcale jej za złe tego, że nie odbierała od niego telefonu, bo jej potrzebował. Nie, to nie tak. Bał się, że i ją zaraz straci, albo już stracił, a tego już chyba by w tym momencie nie przeżył. Nie wiedziałby, co miałby wtedy zrobić. Nie dość, że ogarniał sprawy związane z pochówkiem to jeszcze zastanawiał się nad tym czy nie zacząć się użerać z policją, która i tak pewnie miałaby gdzieś jego zgłoszenie o zaginięciu Charlie. Był w kropce i czarnej rozpaczy.
Gdy dziewczyna go objęła, poddał się zupełnie jej ciepłu. Wsunął ręce pod jej ramiona i mocno się w nią wtulił. Potrzebował kogoś bliskiego, a nikogo takiego obok siebie nie miał. Pewnie, zawsze był Bolton, ale to był człowiek specyficzny. I mimo, że współczuł przyjacielowi to jednak nie potrafił się w tym wszystkim odnaleźć. Pewnie, spędzał z nim mnóstwo czasu, ale więcej milczeli, aniżeli rozmawiali. Więcej pili… Nie miał wsparcia, którego aktualnie potrzebował. Potrzebował po prostu czyjejś bliskości i pogłaskania po głowie. Nic więcej, a tego Thomas nie dałby rady mu ofiarować. Nie musiała wiedzieć, co robić i co mówić. Nie musiała mówić nic, wystarczyło, że wróciła i że usiadła obok niego na kanapie, trzymając go za rękę. Po prostu. Już sam fakt, że była z powrotem nieco go uspokoiła. A to, że się rozkleił? Chyba po prostu puściły mu już nerwy, z którymi nie potrafił sobie poradzić przez większą ilość czasu. — Dobrze, że wróciłaś… — mruknął cicho pod nosem, odsuwając się od niej powili. Nie chciał być teraz sam i nawet wizja wyprowadzki poszybowała gdzieś w oddal. Teraz już nie potrzebował mieszkania na wyłączność, ba… On nawet nie chciałby teraz mieszkać sam. Jednak świadomość, że zawsze ktoś wróci do tego mieszkania prócz niego była bardziej pokrzepiająca. |
![]() |
Maille Creswell - przyjaciółka
Doskonale wiedział o tym, że miał wokół siebie wspaniałych ludzi, na których zawsze może liczyć. Wiadomo, każdy z nich miał też swoje życie, ale wiedział, że gdyby tylko do nich zadzwonił to zrobiliby wszystko, co w ich mocy aby mu jakoś pomóc.
Daniels uniósł nieznacznie brwi, słysząc słowa blondynki. — I tak wróciliśmy z małą fortunką — wytknęła mu, lecz zaraz zmarszczyła brwi, zmuszając nieco otępiały umysł do myślenia — A nie, nie wróciliśmy… — zreflektowała się szybko, przypominając sobie, że przecież za jej drobną wygraną w kasynie kupili szampana i jakiś wyszukany posiłek, którymi uczcili spontaniczny wypad do Las Vegas. — Czyżby? — uniósł nieznacznie brwi — To dlaczego nie wiedziałem o tym w Las Vegas? Może jeszcze wrócilibyśmy z jakąś małą fortunką — zażartował, kręcąc lekko głową. |

| Można było o nim powiedzieć - Duży Dzieciak. W końcu nie wyrósł jeszcze z głupich pomysłów i podejście do życia miał jakieś takie – lekkie. Czasami bywał niezaradny życiowo i chodził z głową w chmurach, ale wtedy mógł liczyć na niezawodną Charlie, która łapała go za fraki i ściągała nieco w dół. Dziś tę rolę spełnia jego Lenny, która jest z nim zawsze tych cudownych, ale przede wszystkim i tych trudnych chwilach. W towarzystwie zawsze uchodził za tego od zabaw i pozytywnego nastawienia, tylko chyba jakieś 30% swojego humoru zostawił gdzieś za sobą. Życie zmusiło go do podjęcia ważnych decyzji i w końcu zdecydował się na własne mieszkanie. Te potrzebuje jeszcze wielu zmian, ale w końcu to własne kąty. Nie musi się martwić o to, że komuś przeszkadza albo nie podoba się jego gust. Chyba w końcu dojrzał do tego momentu, w którym stawia na stabilizację. A może po prostu nie miał innego wyjścia? Kiedyś zastanawiał się nawet nad kupnem zwierzaka. Może to właśnie jest ten czas? W końcu teraz sporo czasu spędzał w domu i miałby wtedy kompana? Cóż, zdecydowanie | jest to punkt warty zastanowienia się nad nim Wcześniej mogło się wydawać, że Johny nie jest dobrym kandydatem na współlokatora, bo zdecydowanie nie należał do mistrzów porządku, ale chyba po wypadku pewne klepki mu się w głowie poprzestawiały i tym razem jego skarpetki lądują w koszu na pranie, a nie na podłodze. Nauczył się zmywać i nie wrzucać białego prania z czerwonym, bo zdecydowanie różu w swej garderobie nie tolerował. Hokej był całym jego światem. Niestety musiał całkowicie przewartościować swoje życie i znaleźć nową niszę. Może firma z ubraniami sportowymi nie była jego największym marzeniem, ale cieszył się, że ta działała całkiem sprawnie i nie musiał się martwić o pieniądze. Jasne, nie mógł tak folgować jak za czasów grania w New York Ragers, ale naprawdę nie mógł narzekać. Nawet kontakt z rodzicami wydawał się jakby lepszy. Może nadal nie potrafił zbyt długo wytrzymać w towarzystwie matki, ale naprawdę się starał. Nawet zapraszał rodziców do jego czterech kątów częściej. Może w końcu staną się jedną prawdziwą rodziną? |

| Kiedyś nie rozumiał dlaczego tyle osób miało go za podrywacza. Owszem, może nigdy nie był przykładem idealnego partnera... Po prostu kiedyś stabilne związki się go nie imały. Czasami spotykał się po kilka tygodni z jakąś, ale zawsze coś się psuło. Albo on się do tego nie nadawał, albo trafiał na idiotki. Te, które migdaliły się do niego po meczach pod koniec jego kariery przestały być dla niego w jakikolwiek sposób interesujące. Za dużo razy się na nich przejechał. Trzeba jednak dodać, że Daniels też do świętych nie należał, bo to nie tak, że tylko one go zdradzały. W liceum zdarzało mu się spotykać się z kilkoma na raz, ale chyba trochę od tego czasu zmądrzał. Chyba nie mógł się pochwalić zbyt dobrą „bajerą” i podrywem. | Raczej to dziewczyny do niego lgnęły, ale zazwyczaj tylko wtedy, gdy wiedziały kim jest. Przeważnie bazował na tym, że grał w hokeja i na swoich mięśniach, totalnie zapominając o tym co ma w głowie. Może nie tylko on o tym zapominał, ale również i dziewczyny. Dlatego odkąd pamiętał nie musiał za bardzo się wysilać w podrywie. Trzeba sprostować, że tak to wyglądało w szkole średniej i przez większość jego kariery sportowej. Teraz… Mimo wielu ciężkich chwil był z kimś kogo kochał. Czuł, że jest to kobieta, z którą chce spędzić resztę swojego życia. Nie tylko dlatego, że była śliczna. Nie tylko dlatego, że przyjaźnili się od dziecka, ale przede wszystkim dlatego, że po dziś dzień są wobec siebie szczerzy i wspierają się w każdym trudnym momencie. |

| Do pewnego momentu życie Johna kręciło się głównie wokół sportu. W sumie poza nim, miał mało czasu na jakiekolwiek przyjemności. Musiał wcześnie wstawać na poranne treningi i czasami miewał także i te wieczorne, ale wtedy wczesne popołudnia miał tylko dla siebie i mógł robić co tylko zechciał, no prawie. Nie mógł za bardzo pić, ani jeść tego co by chciał – dieta, dieta i jeszcze raz dieta. Dobrze, że w kontrakcie miał zapewniony catering, bo z pewnością gdyby miał jeszcze gotować to by to w ogóle nie wypaliło. Areną Rangersów po dziś jest hala Madison Square Garden. To właśnie tam | (z pewnymi wyjątkami) odbywały się jego treningi. Jego marzenia o tym by trener w końcu go docenił i przerzucił do pierwszego składu - ziściły się w ostatnim sezonie, w którym miał okazję zagrać. I mimo, że ciężko pracował to niestety nie udało mu się ziść drugiego wielkiego sportowego marzenia jakim było dla Danielsa wzięcie udziału w Olimpiadzie, reprezentując USA. Nadal nie pogodził się do końca z tym, że to wszystko zostało gdzieś za nim, ale nadal jeszcze wierzył, że uda mu się wsunąć na stopy łyżwy, choćby tylko po to, aby pojeździć sobie rekreacyjnie. Nie mógł się poddać. |
Keep your friends close,
a but your enemies closer
Nikt praktycznie nie wie, że pochodzi z rodziny tych Warnocków. Tych, którzy z pokolenia na pokolenie należeli do Zakonu Łowców i tych, którzy osiedlili się na Alasce, uważając, że tak po prostu będzie najłatwiej. Tam ludzie nie zadają tylu pytań. Dlatego też pewnie nikt nie zwracał uwagi, że młode dziewczę czasami zostawało na długie miesiące sama, pośród tej głuchej ciszy i mil białego puchu, którego bez skutera śnieżnego nie dało się przebrnąć.
Czy w ogóle ktoś zauważył zniknięcie głowy rodziny? A może ktoś zainteresował się brakiem matki? Nie. Nikt się nawet nie przejął, że jeden z domów na obrzeżach Sagwon został z dnia na dzień opuszczony. W końcu tam nikt nie zadaje pytań… |



|
31 lat / 16 kwietnia 1988
Charlotte,Północna Karolina
Własny zakład stolarski
Hobbystyczny artysta
|