Relacje Johna Danielsa
Thomas Bolton - najlepszy p rzyjaciel
— No, Stary... Dawaj szklanki, nawet się nie zastanawiaj. Nie ma nad czym — zaczął blondyn, swój wywód.
No tak, John już zdążył zapomnieć o tym, że temu gagatkowi to gęba się nie zamykała, więc chyba nie będą się tego wieczoru nudzili. — Ty… A gdzieś ty się tak wyszykował? — klepnął przyjaciela po ramieniu — Wiedziałeś, że przyprowadzę ci tutaj ważnego gościa — wskazał na Maille, która niepewnie stałą pośrodku salonu. Odebrał od niej reklamówkę, z której zaczął wyciągać zakupy. — To wy się znacie? — brunet zapytał niepewnie i wskazał w końcu na kanapę — Siadaj, czuj się swobodnie… — zaczął, a sam usiadł tuż obok. Nie miał zielonego pojęcia, że ci mogą się znać. — A to długa historia — Bolton machnął tylko ręką i na nikogo nie czekając nalał każdemu po kielichu i ułożył po kawałeczku cytryny. Postawił jeszcze koło tego solniczkę i całość zaniósł na deskę do salonu. — No… To chluśniem, bo uśniem!
[Postać poboczna - pojawiająca się w wątkach Danielsa]
|
![]() |
Marlene Sutton - ukochana druga połowa
Popatrzył niepewnie na Lenny, która przestępowała z nogi na nogę, poprawiając sobie, co chwilę na głowie welon swojej mamy. Zdecydowanie był na nią za długi, ale dziesięciolatka najwyraźniej się tym nie przejmowała.
— No i będziemy żyli długo i szczęśliwie! — krzyknęła tym swoim piskliwym głosikiem, którego czasami nie mógł zdzierżyć. Oj, nie dało się do niego przyzwyczaić. — Tak to chyba się bajki kończą, a nie śluby — wymamrotał, za co dostał bukietem z kwiatów koniczyny po głowie — Aua! No weź! — złapał się szybko za swoje loczki i spiorunował wzrokiem blondynkę w dwóch kucykach. — Już nie bądź takim mięczakiem. Pocałuj mnie! Chłopcu, aż w tamtym momencie zaschło w gardle, a serce waliło jak oszalałe. — A, że nie opuszczę cię aż do śmier… — nie zdążył do kończyć, bo dziewczynka już zamknęła mu usta pocałunkiem. A raczej buziakiem. Pierwszym w jego życiu!Lenny trzymała go kurczowo za fioletowy krawat, który specjalnie ubrał na tę okazję, choć szczerze go nienawidził. Wiedział jednak, że Ona go lubi. Zamknął oczy i zaczął liczyć do dziesięciu, jak to sobie wcześniej założyli. Tak, rozmawiali o swoim pierwszym pocałunku, bo kto powiedział, że ich przyjaźń była zwyczajna?
☙❧
Wypowiedzenie słowo żona w gronie reporterów zadziałało jak wpuszczenie kropli krwi do akwarium z samymi rekinami. Zaraz zostali otoczeni wianuszkiem paparazzi, światła fleszy oślepiały Marlene, gdy fotoreporterzy starali się zrobić jak najlepsze zdjęcie.
— Od jak dawna jesteście parą? Kiedy wzięliście ślub? Jak się poznaliście? Gdzie odbyła się ceremonia? Gdzie pojechaliście na miesiąc miodowy? Planujecie dzieci? Od jak dawna się znacie? — Ze wszystkich stron bombardowały ich kolejne pytania. — Wzięliśmy ślub w Las Vegas w minioną sobotę — odpowiedziała, czule gładząc Johna po ramieniu. — Poznałam moje kochanie zaledwie dwa tygodnie temu, ale to była miłość od pierwszego wejrzenia, od razu wiedziałam, że to ten. Nie było nad czym się zastanawiać, byliśmy młodzi i zalani w trupa, tak pijani… To znaczy upojeni miłością, rozumie pan? Jeszcze nie byliśmy z koteczkiem na miesiącu miodowym, to był dla niego taki ważny mecz, zawsze wspiera akcje charytatywne, ale na pewno szybko to nadrobimy, prawda mężusiu? — spytała słodko Lenny. Zamurowało go, w istocie go zamurowało. Sam nawet instynktownie zacisnął palce na jej drobnej dłoni, ale patrzył na te wszystkie flesze jak cielę w malowane wrota. — Nie słuchajcie jej! To moja przyjaciółka z młodzieńczych lat! — zaczął się tłumaczyć, ale żaden dziennikarz nie był zainteresowany jego słowami i tylko podstawiali mikrofony pod buzię panny Sutton, co wcale Danielsa nie zadowalało. |
![]() |
Carmen Gallardo - pierwsza miłość, dziś przyjaźń
Relacja w budowie
|
![]() |
✞ Olivia Buckley - ex, matka jego zmarłej córki
Wierzył w to, że w końcu powrócą do normalności, ale nie wierzył już w to, że tą normalność będą ze sobą dzielić. Za bardzo przypominałoby mu to o dziecku, które stracili. Nawet nie chciał próbować, mimo że kiedyś cholernie zależało mu na Olivii. Dziś już sam nie wiedział.
Wstał, gdy blondynka zeszła z jego kolan i odłożył słonika do łóżeczka. Uśmiechnął się blado, bo naprawdę chwila w tym pokoju go nieco uspokoiła. Może nie do końca, bo wolałby aby ich dziecko tutaj leżało, a nie gdzieś samo w szpitalu, nawet jeśli nie było w nim już żadnego tchnienia. Dlatego też musiał niedługo się zbierać, aby się zająć wszystkim jak najszybciej i mieć spokojne sumienie, że zrobił wszystko, co mógł i to jak najlepiej. — Ugryź się w język i zmiataj — mruknął jeszcze, a gdy tylko Bolton posłusznie zniknął, Daniels popatrzył na Olivię, zanim jeszcze zdążyła odejść. — Powinienem ci gratulować czy to jakiś żart? — zapytał, gdy tylko zostali sami. Powoli wyrównał z nią krok. Czy poczuł się zazdrosny? Nie, chyba bardziej zawiedziony. Kompletnie nie rozumiał tego i nie wiedział już czy kiedykolwiek Kowalewski była w stosunku do niego szczera, gdy tylko mówiła o tym, że nienawidzi Adama i nie widzi tego, aby kiedykolwiek się dogadali. A teraz? Teraz wszystko wskazywało na to, że się pobrali, bo naprawdę nie sądził, aby blondynka poznała kogoś innego i tak szybko postanowiła wywrócić swoje życie o 360 stopni. |
![]() |
Charlie Wilson - była współlokatorka
Nie miał wcale jej za złe tego, że nie odbierała od niego telefonu, bo jej potrzebował. Nie, to nie tak. Bał się, że i ją zaraz straci, albo już stracił, a tego już chyba by w tym momencie nie przeżył. Nie wiedziałby, co miałby wtedy zrobić. Nie dość, że ogarniał sprawy związane z pochówkiem to jeszcze zastanawiał się nad tym czy nie zacząć się użerać z policją, która i tak pewnie miałaby gdzieś jego zgłoszenie o zaginięciu Charlie. Był w kropce i czarnej rozpaczy.
Gdy dziewczyna go objęła, poddał się zupełnie jej ciepłu. Wsunął ręce pod jej ramiona i mocno się w nią wtulił. Potrzebował kogoś bliskiego, a nikogo takiego obok siebie nie miał. Pewnie, zawsze był Bolton, ale to był człowiek specyficzny. I mimo, że współczuł przyjacielowi to jednak nie potrafił się w tym wszystkim odnaleźć. Pewnie, spędzał z nim mnóstwo czasu, ale więcej milczeli, aniżeli rozmawiali. Więcej pili… Nie miał wsparcia, którego aktualnie potrzebował. Potrzebował po prostu czyjejś bliskości i pogłaskania po głowie. Nic więcej, a tego Thomas nie dałby rady mu ofiarować. Nie musiała wiedzieć, co robić i co mówić. Nie musiała mówić nic, wystarczyło, że wróciła i że usiadła obok niego na kanapie, trzymając go za rękę. Po prostu. Już sam fakt, że była z powrotem nieco go uspokoiła. A to, że się rozkleił? Chyba po prostu puściły mu już nerwy, z którymi nie potrafił sobie poradzić przez większą ilość czasu. — Dobrze, że wróciłaś… — mruknął cicho pod nosem, odsuwając się od niej powili. Nie chciał być teraz sam i nawet wizja wyprowadzki poszybowała gdzieś w oddal. Teraz już nie potrzebował mieszkania na wyłączność, ba… On nawet nie chciałby teraz mieszkać sam. Jednak świadomość, że zawsze ktoś wróci do tego mieszkania prócz niego była bardziej pokrzepiająca. |
![]() |
Maille Creswell - przyjaciółka
Doskonale wiedział o tym, że miał wokół siebie wspaniałych ludzi, na których zawsze może liczyć. Wiadomo, każdy z nich miał też swoje życie, ale wiedział, że gdyby tylko do nich zadzwonił to zrobiliby wszystko, co w ich mocy aby mu jakoś pomóc.
Daniels uniósł nieznacznie brwi, słysząc słowa blondynki. — I tak wróciliśmy z małą fortunką — wytknęła mu, lecz zaraz zmarszczyła brwi, zmuszając nieco otępiały umysł do myślenia — A nie, nie wróciliśmy… — zreflektowała się szybko, przypominając sobie, że przecież za jej drobną wygraną w kasynie kupili szampana i jakiś wyszukany posiłek, którymi uczcili spontaniczny wypad do Las Vegas. — Czyżby? — uniósł nieznacznie brwi — To dlaczego nie wiedziałem o tym w Las Vegas? Może jeszcze wrócilibyśmy z jakąś małą fortunką — zażartował, kręcąc lekko głową. |





























Brak komentarzy
Prześlij komentarz